Stefania „Czarnooka” Głowacka jest główną bohaterką
powieści „Przecież wiesz” – młoda, piękna, ciepła osoba. Jest też najlepszą
przyjaciółką, ukochaną ciocią, córką. Wydawałoby się, że niczego jej nie
brakuje. Z każdą kolejną stroną przekonujemy się, że szkoda, że nie znamy jej w
swoim życiu. Osoby szczerej, pomocnej, bezinteresownej, która jest zawsze przy
nas. Widzimy, jak wspiera swoje przyjaciółki, które znajdują się na życiowym
zakręcie. Widzimy ile daje z siebie swoim najbliższym. Niestety… Stefania też
ma swoje zmartwienia – ma swoją wielką tęsknotę za ukochany mężem…
Matylda „Ruda” Wilk – piękna i przebojowa kobieta.
Potrafi zawrócić w głowie niejednemu mężczyźnie, ale boi się miłości. Nie
potrafi zaufać, bo kiedyś została zraniona przez miłość swojego życia i
najlepszą przyjaciółkę. Posiadając te doświadczenia postanawia uciec,
początkowo do Irlandii, a następnie do Hiszpanii.
Grażyna „Jasnowłosa” Kalita – kobieta sukcesu,
samotna matka, która nie może uporać się z rozwodem. Kiedyś zraniła bliską jej
osobę odbierając jej miłość życia. Teraz sama nie może się uporać z tym, że ten
jedyny odchodzi do innej, z którą planuje nową rodzinę. Nie może zrozumieć,
dlaczego maż ją zostawił mimo, że mówił „kocham cię i córkę”. Po rozwodzie nie
potrafi odnaleźć się w codziennym życiu, być wsparciem dla swojej córki.
Stefania jest spoiwem łączącym te trzy bohaterki…
O czym jest ta książka? Najprościej mówiąc jest o
życiu, o upadku i pójściu dalej, o stracie ukochanej osoby, o przyjaźni i
wybaczeniu.
Muszę się przyznać, że ja bardzo mało czytam książek
tego typu. Po prostu zawsze jakoś mam do czynienia z innymi gatunkami. Jakiś
czas temu postanowiłam, że zacznę czytać przede wszystkim polskich autorów i
otworzę się na wszystkie gatunki. Autorka dała możliwość, żeby otrzymać
„Przecież wiesz”, skorzystałam i w taki sposób książka ta trafiła do mnie 😊😊
„Przecież wiesz” czyta się dobrze, ponieważ prawdopodobnie
każdy z nas może utożsamić się z bohaterami, sytuacjami, bo mogły dotknąć nas
podobne problemy lub bliskie nam osoby. W książce tej znajdziemy nadzieję,
że wszystko się może jeszcze ułożyć, możemy być szczęśliwi.
Jest jedna rzecz, która mi się nie podobała w tej
książce. Nie lubię w książkach wypowiedzi w innym języku, a tutaj jest tego
bardzo dużo. Mimo, że na końcu książki jest słownik tych wypowiedzi, mi to
zupełnie nie pomagało. Nie lubię przy czytaniu się odrywać, cofać do końca, bo po
prostu się rozpraszam, a w tej książce musiałabym robić to, co chwilę.
Wypowiedzi po angielsku i rosyjsku nie były dla mnie kłopotliwe, ale po
hiszpańsku już tak. Przez to nie mogłam przejść pierwszych stron tej książki,
bo dla mnie było tego po prostu za dużo.
Z listu, który otrzymałam od pani Aleksandry
Grzymkowsiej, a właściwie Peterson wynika, że napisała kolejną książkę i
zastanawiam się, czy będzie to kontynuacja losów Stefanii, Matyldy i Grażyny,
bo ciekawi mnie to, jak potoczyły się ich losy.
Na marginesie chcę Wam jeszcze powiedzieć, że autorka
swoją ciężką pracą i dzięki przyjaciołom wydała tę książkę. Zrezygnowała z
wydawcy i sama się tym zajęła podkreślając zarówno, że wie, że są
niedociągnięcia, a to mi się bardzo podoba. Nie zrezygnowała, ale zrealizowała
swój cel, a może nawet swoje marzenie, żeby wydać swoją książkę.
Jeżeli lubicie książki, które pisze życie to zachęcam
do przeczytania 😊



Komentarze
Prześlij komentarz